Nie poznali jej, nie mieszkali tu, a i tak rzucają krzywdzące porównania do amerykańskiego miasta bankructwa. Ci, którzy dali jej szansę, zostali, przywykli, a jedynie od czasu do czasu plują sobie w brodę, że jednak to ona. Za każdym razem, gdy o niej wspominam twierdzą, że nie można jej pokochać, bo jest patologiczna, brzydka, szara - nawet wiosną. Oddałabym wiele, by móc im pokazać jak bardzo się mylą, ale nie mam tyle pieniędzy, a także czasu, by upić każdego z nich i oprowadzić po Łodzi. Sami pewnie dobrze wiecie - po alkoholu miłość to tylko kwestia czasu…
Może właśnie dlatego jest ich tu tak wielu? Nie uciekają, bo przywykli, a po kilku głębszych z samego rana są wstanie obdarzyć ją miłością? Po alkoholu jesteśmy do nich podobni, też ledwo trzymamy się na nogach, niczego się nie boimy, chociaż różni nas jedno - my mamy marzenia oraz plany na przyszłość, a oni poddali się dawno temu, gdy z jakiejś przyczyny trafili na ulicę.
Wiem, że brzmię patetycznie i górnolotnie, ale z pewnego powodu nie umiem powiedzieć: “każdy jeden człowiek, który chodzi tamtymi ulicami, spędza życie na ławce w parku i podchodzi prosić o pieniądze jest mi zupełnie obojętny”, bo nie jest, i to bardzo.
Może właśnie dlatego jest ich tu tak wielu? Nie uciekają, bo przywykli, a po kilku głębszych z samego rana są wstanie obdarzyć ją miłością? Po alkoholu jesteśmy do nich podobni, też ledwo trzymamy się na nogach, niczego się nie boimy, chociaż różni nas jedno - my mamy marzenia oraz plany na przyszłość, a oni poddali się dawno temu, gdy z jakiejś przyczyny trafili na ulicę.
Wiem, że brzmię patetycznie i górnolotnie, ale z pewnego powodu nie umiem powiedzieć: “każdy jeden człowiek, który chodzi tamtymi ulicami, spędza życie na ławce w parku i podchodzi prosić o pieniądze jest mi zupełnie obojętny”, bo nie jest, i to bardzo.
Bardzo. Podobno motywuje młodych twórców do działania. Ja ostatnio się za tę kreatywność się wstydzę, pluję… jej w twarz i pierdolę ten artyzm z całego serca. Słyszeliście o Żulerce? Nie, zapraszam do obejrzenia Lookbook’a (Fall and Winter 2013/2014). Jestem przekonana, że reklama nowej marki odzieżowej promującej street fashion w najbardziej autentycznej odsłonie skutecznie zachęciła was do kupna nowej czapki. Nowatorski projekt nieprawdaż?
Już zamówiliście? Którą? Klasyczną “Żulerkę”? A może alternatywną i głęboką “Be real?” Będziecie nosić z dumą? Wrzucicie fotę na Instagrama?
W końcu zostali nominowani do tytułu StartUp Roku 2014, wspomnieli o nich na Onecie, GW, ale najważniejsze, że produkt spodobał się ludziom…
Słuszny pomysł? A co w nim takiego słusznego? Jaki pomysł? Na jednosezonowy biznes, który zaistnieje w mediach tylko dzięki temu, że budzi kontrowersje? A może idealne dopasowanie sesji reklamowej do brandu? Bo się właśnie zastanawiam się, czy to oby na pewno produkt stworzony dla osoby młodej, podążającej za trendami. A może jednak mylę się i chcą ubierać ludzi bezdomnych?
Parę innych, niezwykłych inicjatyw? Szaliki? Mniej komercyjne? No przecież jedni dostali wynagrodzenie, a drudzy na tym zarabiają…
W tym momencie przypomina mi się pewna kampania społeczna. Bo przecież to działa podobnie. Czapka jest naszym kciukiem wyciągniętym w stronę potrzebującego. Zainteresowanie? Naprawdę?
Dostali czapkę i honorarium (uwaga – “właściciel marki i fotograf nie zdradzają, jakiej wysokości”), a oprócz tego zainteresowanie i lajki na fejsie. Dlaczego więc się oburzam? Pewnie z tych samych powodów, co inni...
Ktoś z was ma nadal wątpliwości, czy mówienie o sprawie w kategoriach łamania etyki jest zbyt mocnym określeniem? Ktoś na Facebooku napisał, że nie, bo przecież uczestnicy kampanii reklamowej dostali wynagrodzenie. Racja. Mnie to wszystko jednak mocno uwiera , bo sama nie potrafiłabym spieniężyć ludzkiej tragedii w taki sposób. W takich chwilach boję się o przyszłość reklamy, o swoją przyszłość.
Wywoływanie szoku to zdradziecki chwyt, wielokrotnie dawał markom rozgłos i możliwość przebicia, jednak bardzo łatwo można go obrócić przeciwko sobie. Jak będzie tym razem? Wyrok w tej sprawie dadzą klienci. A ja rękami i nogami podpisuję się pod jednym z komentarzy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Można niekoniecznie grzecznie...